czwartek, 13 marca 2014

RECENZJA: "Saga księżycowa. Cinder"



 


#48
autor: Marissa Meyer
tytuł: „Saga Księżycowa. Cinder”
seria: „Saga księżycowa”
wydawnictwo: Literacki Egmont
gatunek: fantasy/science fiction
data premiery: 17 października 2012r.
ilość stron: 437






„36,28 procent. W takim stopniu nie była człowiekiem."


          Dawno, dawno temu żyła pewna dziewczyna. Nie miała łatwego życia. Nigdy nie poznała swoich rodziców, ale żyła wraz z macochą i jej dwiema córkami. Kiedy w królestwie ma odbyć się bal, jedynym czego najbardziej pragnie dziewczyna jest właśnie pójście na przyjęcie. Niestety, macocha się nie zgadza, ale sama wraz ze swoimi córkami idzie. Pomocnica także się tam zjawia, bo dzięki pomocy wróżki otrzymuje piękną suknię i buty. Wygląda jak prawdziwa księżniczka. Sam książę jest nią oczarowany, lecz kiedy wybija północ dziewczyna musi wracać do domu. Po drodze traci pantofelek… zakończenie pewnie każdy z Was zna. Zaczęłam recenzję „Sagi księżycowej. Cinder” właśnie od opowieści o „Kopciuszku”. Oba dzieła mają ze sobą wiele wspólnego. A teraz poznajcie podobną opowieść, ale z nieco innej „bajki”.
          Cinder jest cyborgiem, mieszka w Nowym Pekinie wraz z prawną właścicielką i jej córkami. Zajmuje się naprawianiem skomplikowanych maszyn. Można być rzec, że po prostu jest mechanikiem. Ale nie byle jakim – najlepszym w mieście. Pewnego dnia ma odbyć się ogromny bal, na który dziewczyna chce iść. Niestety, macocha jej nie pozwala, ale sama wraz z córkami się na niego wybiera. Los chce, że pomimo zakazu pojawia się tam także Cinder. Poznaje cudownego księcia Kaia. W Pekinie nie wiedzie się dobrze. Miasto jest zdziesiątkowane przez nikomu nieznaną zarazę, na którą nie można znaleźć lekarstwa. Macocha nie przepada za Cinder, ale pewnego dnia czara goryczy przelewa się – najbliższa siostra dziewczyny umiera właśnie przez tę chorobę, a matka oskarża o to Cinder.  Co dalej stanie się z dziewczyną o tajemniczej przeszłości? Czy zdoła uchronić świat od rozpoczęcia międzygalaktycznej wojny?

          Marissa Meyer mieszka wraz z mężem i trzema kotami w miasteczku Tacoma w stanie Waszyngton. Jest fanką dziwaczności. Baśnie uwielbia od dzieciństwa. „Saga Księżycowa” to jej debiut, choć, jak sama mówi, ma niezłą kolekcję powieści niedokończonych.

          Jak wspomniałam wcześniej – historie są do siebie bardzo podobne. Bardzo ważną różnicą jest czas i miejsce obu historii. Ta druga dzieje się gdzieś w dalekiej przyszłości, technika jest niesamowicie rozwinięta, a Ziemi grozi międzygalaktyczna wojna. Sam pomysł pokazania „Kopciuszka” w takiej wersji jest niesamowity. Fabuła jest podobna, ale przede wszystkim są niemalże ci sami bohaterowie, a nawet o podobnych charakterach. Cinder – skromna, inteligentna, do tego bardzo ładna, ale bez jakiejkolwiek wiedzy o swojej przeszłości. Macocha jest okrutna i bezwzględna. Wydaje się kobietą bez uczuć, nie akceptuje dziewczyny przygarniętej pod dach przez jej zmarłego męża. Dwie przyrodnie siostry powinny być równie negatywnymi postaciami jak ich matka, ale tutaj pojawia się zmiana. Nie są tak do końca złe, szczególnie młodsza, która uważała Cinder za swoją prawdziwą siostrę. Wisienką na  torcie jest piękny książę Kai, który zostaje cesarzem Nowego Pekinu. Zakochuje się w dziewczynie – mechaniku, chociaż ta odrzuca jego zaloty. Na pewno domyślacie się, że chłopak nie odpuści. 


„Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości. Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy.”


          Niewątpliwie tym, co najbardziej ciekawi czytelnika jest wątek walki między galaktycznej, czyli tak naturalnej cechy powieści science fiction. W pierwszej części „Sagi księżycowej” jest o niej niewiele. Tak naprawdę pojawia się w niej swojego rodzaju prolog to tejże wojny. Dowiadujemy się co (a raczej kto) jest przyczyną konfliktu oraz między kim ma wystąpić. Dodam, że przyczyny są bardzo ciekawe <nie spoileruję>. Książka bardzo wciąga, akcja jest wartka i na każdej stronie coś się dzieje. W pewnych rozdziałach jest niemalże natłok informacji! Ale niech nie będzie to dla Was zniechęceniem, bo fakty są ze sobą bardzo powiązane i wszystko bez najmniejszego problemu można ze sobą połączyć, by wyszła jedna całość.
          Pierwszy tom „Sagi księżycowej” jak najbardziej polecam nie tylko miłośnikom fantasy i literatury science fiction, ale także tym, którzy lubię książki „odbiegające od normy”. Dzięki Ciner poznacie nową wersję tytułowego Kopciuszka i wiele, wiele więcej.


9/10

10 komentarzy:

  1. Od dawna mam ochotę przeczytać tę książkę, a ty swoją książką mi o tym przypomniałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej części nie czytałam , może kiedyś nadrobię zaległości - natomiast dwójkę mam za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Polubiłam Cinder, panią mechanik :) kiedyś muszę zabrać się za drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mi się napatoczy, to z chęcią przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż tak wysoka ocena???:D Chcę przeczytać! :3
    Pozdrawiam Natalia Z :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Długo się wzbraniałam przed tą książkę. Nie byłam do niej przekonana, ale ta recenzja powoli zaczęła mnie do niej zachęcać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu. Nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak na Tobie, ale nawet mi się podobała. Zabrakło mi trochę opisu tej rzeczywistości, w której żyła Cinder, no i książka była do bólu przewidywalna...

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś dla mnie :) pobudziłaś moją wyobraźnię i gotowa jestem na sagę księżycową choć autorka nie jest mi znana w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, to dobra książka, myślę, że Ci się spodoba ^^

      Usuń