piątek, 29 listopada 2013

RECENZJA: "Przynieście mi głowę wiedźmy"



         019. autor: Kim Harrison
          tytuł: „Przynieście mi głowę wiedźmy”
          gatunek: paranormalny romans
          wydawnictwo: MAG
          rok wydania: 23 września 2009r.
          ilość stron: 570

Ostatnio buszując na lubimy czytać.pl natknęłam się na książkę o bardzo intrygującym i ciekawym tytule  – „Przynieście mi głowę wiedźmy”. Zapragnęłam ją przeczytać, toteż, kiedy koleżanka zaproponowała mi, że ją pożyczy, ogromnie się ucieszyłam. Z Kim Harrison miałam wcześniej styczność w jednym z opowiadań w „Balach maturalnych z piekła”. Wtedy autorka wzbudziła we mnie pozytywne emocje, ale tym razem się naprawdę zawiodłam.

Rachel Morgan jest agentką ISB, a prywatnie wiedźmą. Jej dotychczasowe życie było rutyną, więc chciała ją przełamać i zwolniła się z pracy. Zrobiła to także z powodu ostatnio wielu nieudanych akcji, na których była czele. Dołącza do niej przyjaciółka, Ivy. Zagłębiając się w dalszej części książki dowiadujemy się, że jest wampirzycą. Nikomu z wielkiej agencji nie jest na rękę, że tracą tak dobrą pracownicę, więc mszczą się na niewinnej Rachel i wystawiają cenę za jej głowę. Od tego momentu zaczynają się wszystkie problemy dziewczyny.

Książkę męczyłam bardzo długo. Prawie cały tydzień, chociaż powinnam przeczytać ją w kilka dni.  Nie wzbudziła we mnie pozytywnych emocji. Na początku sytuacje bardzo szybko się przewijają: nie wiemy gdzie jest bohaterka i co dokładnie robi, z kim rozmawia, aż tutaj nagle powstaje kolejne zdarzenie. Początek jest bardzo zawiły, w ogóle się w nim nie potrafiłam odnaleźć. Było za dużo bohaterów. Autorka zrobiła bardzo mocne wejście w książkę. Uważam, że powinna zacząć trochę łagodniej, przedstawić chociaż namiastkę tego, kim jest główna bohaterka, bo to wyjaśniłoby czytelnikowi wiele rzeczy. 

Pani Harrison skupiła sie najbardziej na opisach miejsc. Bywały nawet na kilka stron. Przyznam, że nie przepadam za zbytnim opisywaniem wszystkiego dookoła bohatera. Doceniam to, że przedstawiała także wygląd zewnętrzny bohaterów. Dzięki temu bez problemu mogłam sobie wyobrazić jak wygląda Rachel, czy Ivy. Podobało mi się, kiedy autorka opisywała zaklęcia, których dokonywała dziewczyna, były ciekawe i pomysłowe. Tutaj autorka wykazała się ogromną wyobraźnią.

Uważam, że nie było za wiele „poważnych” akcji. 570 stron, ale większość była opisem miejsc lub uczuć Rachel wobec przyjaciółki. Swoją drogą uważam, że to była toksyczna przyjaźń. Dziewczyny nie ufały sobie tak do końca. Wiele ich dzieliło pod względem zachowania, charakteru czy nawet wyglądu. Miały przed sobą dużo tajemnic. 

Zupełnie nie wiem, dlaczego zalicza się tę książkę pod gatunek paranormal romance. Ma z nim niewiele wspólnego. Wątek miłosny pojawia się praktycznie pod koniec książki. Nawet nie wiem czy to wątek miłosny, czy wątek przyjaźni. Trudno to określić, ponieważ w książce nie ma wzmianki o uczuciach Rachel I Nicka do siebie. Możemy się tylko tego domyślać. Tutaj daję autorce wielkiego minusa. 

W każdej recenzji poświęcam jeden akapit dla mojego ulubionego bohatera w danej książce. Przykro mi, ale tutaj nikt taki się nie znalazł. Ivy cały czas chodziła zdenerwowana na cały świat, oburzona na każdego, kto znalazł się w pobliżu. Rachel bała się cały czas przyjaciółki i nie potrafiła się jej przeciwstawić. 

Komu miałabym polecić książkę? Nie wiem, czy w ogóle bym ja komukolwiek chciała polecić. Jest po prostu nudna. A więc, drogi czytelniku, jeśli chcesz przeczytać naprawdę nudny paranormalny romans, to ta książka jest właśnie dla Ciebie!

„Przynieście mi głowę wiedźmy” dostaje ode mnie 5/10 gwiazdek!

poniedziałek, 25 listopada 2013

RECENZJA: "Odette i inne historie miłosne"



        018. autor: Éric – Emmanuel Schmitt
         tytuł: „Odette i inne historie miłosne”
         gatunek: romans
         wydawnictwo: Znak
         rok wydania: 2009r.
         ilość stron: 240

Znów powrót do romansu. Niewątpliwie, jest to jeden z moich ulubionych gatunków. Z Panem Schmittem miałam przyjemność podczas czytania „Oskara i Pani Róży”. Książką byłam zachwycona, wzbudziła we mnie bardzo pozytywne emocje i sprawiła, że prawie się popłakałam. Opowieść o małym Oskarze i nowo poznanej Pani Róży była krótka, ale jakże rozwinięta. Utwór miał ludziom wiele do przekazania na temat życia. Lecz tym razem przyszedł czas na książkę o bardziej rozwiniętej tematyce miłosnej tego samego autora.

„Odette i inne historie miłosne” to nietypowa książka. Pod względem zapisu przypomina mi trochę „Bale maturalne z piekła”, które niedawno miałam przyjemność zrecenzować. Opowiada o ośmiu historiach miłosnych i o ośmiu kobietach. Najczęściej są to panie w kwiecie wieku, które przeżywają te miłosne rozterki teraz, lub spotkały je w przeszłości. Kobiety różnią się przede wszystkim charakterami. Zaczynając od wybuchowej i energicznej Helene, poprzez wyrafinowaną i pewną siebie Wandę, a kończąc na zagubionej i niepewnej siebie Isabelle. Każda historia różni się od siebie fabułą, bohaterami oraz ich ilością oraz problematyką. Każda kobieta ma za sobą pewne doświadczenie życiowe. Muszę zaznaczyć, że prawie każda z pań jest majętna i ma jakże „wspaniałego” kochanka/męża.

Książkę zaczyna opowieść o sławnej, szanowanej i pięknej Wandzie. Jak sama uważa, nie wysławiła się talentem ani inteligencją, lecz tym, jak dobrze wyjść za mąż oraz wziąć rozwód. Powoli wspinała się po szczeblach drabiny sławy. Brała ślub z bogatym mężczyzną, brała rozwód, wiązała się z kolejnym, lecz bogatszym od poprzednika. W tym wszystkim pomagała jej uroda. Do żadnego z kochanków nie żywiła większego uczucia, więc nie ma tutaj w ogóle mowy o miłości. Był jednak ktoś, kogo nigdy nie zapomniała. Autor świetnie opisuje uczucia kobiety oraz jej emocje związane z każdą chwilą życia: kiedy była mała, nastoletnia, aż do wieku, w którym się znajdowała podczas opowieści. Minusem jest to, że akcja nie była rozbudowana.

Helene to kobieta niepotrafiąca kochać. Jest urodzoną (dosłownie) pesymistką. W każdym stara się dostrzegać wady, krytykuje wszystkich na każdym kroku. Do pewnego czasu. Kiedy na jej drodze staje Antoine, kobieta zmienia się. Zaczyna dostrzegać piękno, którym emanuje świat. W tej opowieści podoba mi się zmiana Helene – jest bohaterką dynamiczną. Akcja również nie była rozbudowana, ale to przewidziałam po przeczytaniu pierwszej historii. Autor skupia się bardziej na pokazaniu zmiany w zachowaniu głównej bohaterki.

Opowieścią, która  spodobała mi się najbardziej była „Obca”. Opowiada o Odile, która w swoim mieszkaniu ciągle widzi starszą kobietę, która przestawia jej rzeczy z miejsca na miejsce. Zawiadamia o tym policję, która pomaga jej rozwiązać tę tajemnicza zagadkę. Historia spodobała mi się najbardziej, ponieważ bardzo mnie zaskoczyła. Zupełnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Autor opisuje zachowanie kobiety i jej uczucia wobec tytułowej obcej. Uważam, że to opowiadania jest godne uwagi. Niemniej zaskoczyło mnie to, że wszystko później wyjaśnia się w jednym zdaniu.

Tym razem niespodzianka! Historia nie będzie o kobiecie, ale o mężczyźnie. Fabio, to aktor, który sławę i blask ma za sobą. Jak sam przyznał, nie dany mu był talent aktorski, ale za to posiadał urodę, dzięki której rozkochiwał w sobie wiele kobiet.  Żadna z nich nie zajęła miejsca w jego sercu, oprócz jednej – pięknej Bosej Książniczki. Po wielu latach powraca do miejsca, gdzie pierwszy raz ją spotkał, ale czy tam ją odnajdzie? Tutaj zakończenie również jest ciekawe, akcja jest rozwinięta, jest niewielu bohaterów, co mi się podoba. Nie ma większego zamieszania, każda sytuację można z łatwością zrozumieć.

Nie będę przytaczać więcej opowieści. W recenzji pokazałam te, które najbardziej przypadły mi do gustu. Przyznam szczerze, że spodobał mi się sposób pisania Pana Schmitta. Świetnie opisywał uczucia bohaterów i sytuacje, w których się znajdowali. Kilka razy zakończenie zupełnie mnie zaskoczyło, spodziewałam się innego. Nie brakowało także niespodziewanych zwrotów akcji. Wzbudził we mnie pozytywne emocje również poprzez przedstawienie postaci. Jak mówiłam wcześniej -  każda z nich czymś się różniła. Bohaterki były dokładnie takie jak żywe kobiety - pełne sprzeczności. W całej recenzji prawie nie wspomniałam o mężczyznach. Tutaj nie było tak entuzjastycznie jak z kobietami. Bohaterowie ci byli do siebie bardzo podobni: prawie każdy był „idealnym” mężczyzną, miał na boku inną kobietę lub dzieci. Jeśli chodzi o ich charaktery, to byli bardzo pod tym względem wyidealizowani. Zabrakło mi opisów miejsc, w którym znajdowały się postaci. Za każdym razem dowiadywałam się tylko tyle, że osoba posiada mieszkanie albo dom w jakimś mieście. Kolejnym plusem jest narracja, która, według mnie była bardzo dobra.

Książkę polecam wszystkim miłośnikom romansów. Będziecie mogli przenieść się w świat miłości, który nie zawsze jest łatwy. Poznacie osiem świetnych opowieści, gdzie każda posiada inne problemy i różnych bohaterów. Uważam, że w tym utworze Éric – Emmanuel Schmitt naprawdę się postarał.

„Odette i inne historie miłosne” dostaje ode mnie 9/10 gwiazdek!

piątek, 22 listopada 2013

RECENZJA: "Wilczy brat"



        017. autor: Michelle Paver
         tytuł: „Wilczy brat”
         gatunek: fantasy
         wydawnictwo: W.A.B.
         rok wydania: 26 września 2005r.
         ilość stron: 298

„Wilczy brat” to pierwsza część sześciotomowej sagi „Kronik Pradawnego Mroku”. Jest to zarazem moje pierwsze spotkanie z Panią Michelle Paver.

„Bohaterem sagi jest dwunastoletni chłopiec imieniem Torak, syn czarownika. Jego plemię, tak jak wszyscy ludzie na Ziemi, zamieszkuje mroczny, niekończący się Las, toczy nieustanny bój o przetrwanie w tym niegościnnym świecie, pełnym tajemnic i potężnej, wszechobecnej magii. Kiedy z ciemnych mocy rodzi się okrutny, siejący zniszczenie demon w skórze olbrzymiego niedźwiedzia, nie ma siły, która mogłaby stawić mu opór. Ojciec Toraka, śmiertelnie ranny w starciu z bestią, powierza synowi misję odnalezienia mitycznej góry, jedynej nadziei na ratunek dla świata. Torak wraz z młodym wilczkiem wyrusza w długą i niebezpieczną podróż.”

Dawno nie czytałam utworów fantasy. Ostatnim razem miałam przyjemność przejścia przez fantastyczną podróż z tytułowym „Hobbitem”. Pominę tutaj oczywiście rozczarowanie „Obcym z Alfy Centauri”. A jakie wrażenie zrobił na mnie „Wilczy brat”? Dowiecie się tego czytając recenzję.

Torak to dwunastoletni chłopiec. Jest świadkiem śmierci ukochanego ojca. Dla zwykłego dziecka byłoby to wielką traumą. Chłopiec oczywiście przeżywa ciężkie chwile i jest bardzo przygnębiony, nie wie czy poradzi sobie w przyszłości bez opiekuna. Ale nie jest zwykłym dzieckiem. Jest kimś, przed kim ludy powinny się kłaniać i posiada moce, które niejeden dorosły przywódca mógłby mu pozazdrościć. Jest skromny, cichy, mogłabym nawet powiedzieć, że zamknięty w sobie. Chłopiec stara się być silny, dzielny i odważny, ale zarazem ma wielkie serce dla przyjaciół. Myślę, że czytając „Wilczego brata” dojrzycie te cechy podczas pierwszego spotkania Toraka z Wilkiem. 

Ogromnie spodobało mi się to, iż książka po części przedstawiała sytuacje bohaterów z różnych punktów widzenia. Mam na myśli przede wszystkim Toraka, Wilka i Renn. Mamy możliwość dowiedzenia się, co na dany temat sądzi każda postać. Największą sympatię swoimi domysłami wzbudził we mnie Wilk. Był co prawda jeszcze szczeniakiem, ale ze wszystkim sił starał się pomagać swoim przyjaciołom w wielkiej wyprawie. Traktował Toraka jak Pana, ale także jak przyjaciela. Mojej uwadze nie uszły nazwy, których używało zwierzę do określania chłopaka i dziewczyny – „Wielki Bezogon”, lub zjawisk atmosferycznych – „Szybka Wilgoć”. Książka stawia w ciężkiej sytuacji nie tylko głównego bohatera, ale także szczeniaka. Spotyka go nieszczęście już jako małego. To także wpłynie na jego postępowania i różne zachowania w przyszłości.

Wielki plus należy się autorce za opisy. Najbardziej spodobało mi się przedstawienie miejsc akcji. Dzięki nim w swojej wyobraźni widziałam każde miejsce w Lesie, każde drzewo czy zwierzątko. Skupiała się też w dużej mierze na opisach uczuć bohaterów. Wiedziałam o wszystkim, co czuli w danym momencie - o strachu, szczęściu. Niestety zabrakło mi opisów bohaterów. Nie dane mi było poznać wyglądu Toraka czy Renn.

Pani Paver wykazała się ogromną pomysłowością. Przed każdym rozdziałem widniał trochę niewyraźnie narysowany szkic. Najczęściej był to niedźwiedź, wilk lub plemię. Obrazki nie są przedstawione na darmo. Każdy niesie ze sobą namiastkę tego, co będzie w kolejnym rozdziale. Takiego pomysłu nie zauważyłam jeszcze w żadnej książce, którą czytałam. Myślę, że w kolejnych częściach „Kroniki Pradawnego Mroku” również pojawi się coś podobnego.

W książce poruszane są problemy przyjaźni, wzajemnym zaufaniu, poświęceniu, a nawet miłości. Łatwo można zauważyć, że przyjacielem Toraka było zwierzę. Oboje traktowali się jak bracia. Może nawet nimi byli? Mieli bardzo podobne cechy i rozumieli się niemalże bez otwierania ust. Na uwagę zasługuje także Renn, która poświęciła się dla chłopca i jego czworonoga. Narażając się na niebezpieczeństwo odeszła od własnego klanu, by pomóc mu w pokonaniu największego wroga Lasu.

W książce zabrakło mi akcji. Owszem, była rozbudowana, ale nie na tyle, bym z każdą stroną coraz bardziej była zaciekawiona kolejnymi zdarzeniami. Do tego minusem jest to, iż autorka nie przedstawiła wyglądu bohaterów, co jest ogromnie ważne dla czytelnika. Jak mamy wyobrażać sobie kogoś przez całą książkę, kiedy nie wiemy nawet jakiego koloru są jego włosy?

Książkę polecam przede wszystkim młodszym czytelnikom. Mogę was zapewnić, że wasze serca wzruszy chłopiec, który uczy się odpowiedzialności i życia oraz jego czworonogi przyjaciel. Dodatkowo w wyobrażeniu sobie podróży Toraka pomoże Wam mapa umieszczona z tyłu książki.

„Wilczy Brat” dostaje ode mnie 7/10 gwiazdek!

czwartek, 21 listopada 2013

RECENZJA: "Bale maturalne z piekła"



        016. autor: Meg Cabot, Stephenie Meyer, Kim Harrison, Lauren Myracle, Jaffe Michele
         tytuł: „Bale maturalne z piekła”
         gatunek: paranormalny romans
         wydawnictwo: Amber
         rok wydania: 13 stycznia 2010
         ilość stron: 297

„Bale maturalne z piekła” to dość nietypowa książka pod względem zapisu. Nie jest to jedna opowieść, lecz kilka zamieszczonych w utworze. Jeszcze nigdy się z taką nie spotkałam, no ale cóż. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.

Pierwsza historia jest autorstwa Pani Stephenie Meyer, znaną ze „Zmierzchu”, którego nie czytałam. Opowiada o kilku przyjaciołach, którzy są na szkolnym balu. Każdemu z nich towarzyszy nieszczęście. Nie wynika ono samo z siebie. Jego rodzicielka jest niejaka Sheba, która jest demonem. Z całych sił stara się zniszczyć wszystkim imprezę. Jej plan jest doskonały, ale czy pozostanie taki nadal, kiedy pozna olśniewającego Gabe’a? Czy nawet demon jest w stanie zapanować nad uczuciem? Szczerze mówiąc, historia Pani Meyer spodobał mi się najbardziej. Bardzo chciałabym kiedyś móc przeczytać dokończenie tej historii.. Jeśli chodzi o akcję, to była dla mnie całkiem zrozumiała, do bohaterów nie mam większych zastrzeżeń. Wywołali we mnie raczej pozytywne emocje.

„Córka likwidatora” Meg Cabot. Uwielbiam tę autorkę! Miałam przyjemność wcześniej poznać jej książki, takie jak „Dziewiąty Klucz”, „Chłopak z sąsiedztwa”, czy genialne „Kiedy chłopak poznaje dziewczynę”. Po raz kolejny chylę czoła Pani Cabot. Ogromnie podobało mi się to, iż można było poznać różne punkty widzenia sytuacji. Każdy bohater przedstawiał swoje poglądy. Akcja była ciekawa i zrozumiała. Chyba nie muszę mówić jak bardzo spodobał mi się Adam i samo zakończenie.

Kim Harrison i „Madison Avery i Żniwiarz ciemności”. Przyznam, że z tą autorką styczność mam pierwszy raz. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Tutaj akcja była dość zawiła i trochę niezrozumiała. Najpierw był jeden bohater, potem, niewiadomo skąd pojawiałam się drugi. Mała mieszanina. Jednakże spodobała mi się przebiegłość i pomysłowość autorki w przedstawionej historii. Uważam, że skupiła się bardziej na opisach sytuacji niż na dialogach, czy opisach wyglądu zewnętrznego bohaterów. Prawda jest taka, że w każdym opowiadaniu brakowało mi opisu zewnętrznego. Pojawił się on jedynie w małej mierze w historii „Piekła na ziemi”. Muszę też dodać, że zakończenie mi się zupełnie nie podobało. Było nieskończone, brakowało wielu elementów…

Kolejną opowieść przedstawia Lauren Myracle w „Bukieciku”. Z tą autorką także nie miałam przyjemności się spotkać. Histria opowiada o trójce przyjaciół, gdzie dwoje z nich jest w sobie zakochanych. Frankie niecierpliwie czeka, aż Will zaprosi ją na szkolny bal. Wybierają się do wróżki, która przepowiada im przyszłość. Jak się wkrótce okazuje – nie całkiem odległą. Dziewczyna po wizycie zabiera ze sobą tytułowy bukiecik. Domyślamy się, że będą przez niego tylko same problemy. Przez swoją desperację dziewczyna popełnia nieodwracalny błąd. Czy będzie mogła go naprawić? I znowu niedokończone zakończenie. Akcja była tak bardzo napięta, iż spodziewałam się, że autorka przedstawi an końcu rozwiązanie całego problemu. Tak się nie stało, zawiodłam się na Pani Myracle. Bohaterów było całkiem niewielu, więc sytuacje były dla mnie zrozumiałe. Z każdej strony na stronę akcja była coraz bardziej napięta. Podobało mi się to, póki nie przeczytałam „zakończenia”. Pozostało tajemnicze i nierozwiązane.

Ostatnią historią jest opowiadanie „Superdziewczyny nie płaczą” autorstwa Michele Jaffe. Główną bohaterką jest osiemnastoletnia Miranda, która ma nadprzyrodzone zdolności fizyczne i psychiczne/mentalne. Podczas pracy poznaje czternastoletnią Sibby, która nieźle namiesza w jej życiu. O balu szkolnym była niewielka wzmianka. Kontrowersyjną postacią jest nastoletnia Sibby. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego tak uważam, musicie koniecznie przeczytać historię przedstawioną przez Panią Jaffe. Jeśli chodzi o akcję, to nie mam zarzutów. Dużo się działo, nie było nudy. Bohaterów było niewielu, przez co opowiadanie było przejrzyste. Autorka bardziej skupiła się na dialogach, co nie było złe. Darowała sobie długie opisy miejsc i, jak zwykle, opisy bohaterów. Ale do tego zdążyłam się już przyzwyczaić, czytając poprzednie opowiadania.

Książkę polecam czytelnikom, którzy lubią mroczne historie z dodatkiem wątku miłosnego. Mam tutaj na myśli miłośników paranormal romance.

„Bale maturalne z piekła” dostają ode mnie 7/10 gwiazdek!

sobota, 16 listopada 2013

RECENZJA: "Świat w twoich oczach"



        015. autor: Loredana Frescura, Marco Tomatis
         tytuł: „Świat w twoich oczach”
         gatunek: romans
         wydawnictwo: WAM
         rok wydania: 12 marca 2009r.
         ilość stron: 230

„Świat w twoich oczach” zaproponowała mi Pani bibliotekarka. Mam kaca książkowego po „Darach Anioła”, więc stwierdziłam, że wezmę tę książkę, bo wydaje się lekka i niezbyt obszerna. Nie myliłam się, co do „lekkości”.

„Kłopoty rodzinne, obowiązki szkolne, rozterki przyjaciół, tęsknoty i obawy, a wreszcie pierwsze poważne życiowe decyzje. Czy spośród tych trudności dwoje siedemnastolatków, Constanza i Angleo rozpoznają nadchodzącą miłość?”

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to czas akcji. Autorka pokazała sytuacje sprzed dwóch miesięcy, a później teraźniejsze zdarzenia. Podobało mi się to, że przedstawiała problemy i rozterki dwojga bohaterów z dwóch punktów widzenia – dziewczyny i chłopaka. Ich zdania na różne tematy były trochę inne. Mogło to wynikać z różnicy charakterów, ale przede wszystkim z powodu innych płci. Mogłoby się wydawać, że to zawsze dziewczyny nad wszystkim myślą: jak wyglądają, w co się mają ubrać, czy to, co zrobią będzie dobre lub złe. Nie są same. Jak wynika z książki, chłopcy też zastanawiają się nad podobnymi aspektami. To wszystko, co spodobało mi się w „Świecie w twoich oczach”.

Głównymi bohaterami są szesnastoletnia (a później siedemnastoletnia) Constanza i Angelo, który jest w podobnym wieku. Spotykają się w codziennych okolicznościach, ale, można rzec, niecodziennych zdarzeniach. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, a przynajmniej Constanza. Z powodu tego stanu robią dziwne rzeczy. Niektórzy mówią, że dla miłości można zrobić wiele. Moją niechęć wzbudziły ich dziecinne zachowania i nietypowe porównania. Kto mógłby porównać głos do koloru pistacjowego? Nie mogę tego zrozumieć.

Jest jednak coś, co wzbudziło we mnie obrzydzenie. Nie spodziewałam się, że taki problem zostanie poruszony w owej książce. Chodzi o najlepszą przyjaciółkę głównej bohaterki, czyli o Chiairę. W niewiadomych dla czytelnika okolicznościach zachodzi w ciążę. Nie dowiadujemy się nawet kim jest ojciec dziecka. Jednak to, co chce zrobić tym niewinnym stworzeniem jest okropne i zasługuje na najwyższą karę. Gdyby tego było mało, doradza jej tego własne matka – dobrze zarabiająca prawniczka. Cieszę się z tego, że Constanza wybija dziewczynie ten pomysł w głowie. Gdyby tak się nie stało, Chiaria byłaby u mnie zerem.

Jeśli chodzi o bohaterów, to było ich mało. Oprócz dwóch głównych i Chiairy była także wzmianka o rodzicach nastolatków i o koledze Angela. Pomimo tego zdarzenia które miały miejsce, były bardzo zagmatwane i uważam, że czytelnik nie do końca mógł je zrozumieć.

Akcja toczyła się bardzo szybko. Nie mogłam za nią nadążyć. Sprawy przyjmują niespodziewany obrót. Constanza i Angelo poznają się, zaraz później dochodzi do pierwszego spotkania, kolejnego, kolejnego… Autorka całą uwagę skupia na tej dwójce. W całej książce nie zauważyłam żadnego opisu miejsc, w którym bohaterowie przebywali, nie dowiedziałam się nawet do końca jak wyglądają oni sami, ich rodzice, przyjaciele. Czytając opis, spodziewałam się kilku wątków, a nie tylko miłosnego. Miały pojawić się obowiązki szkolne, kłopoty rodzinne, rozterki przyjaciół. Autorka wspomina o nich tylko w kilku zdaniach. Nie spodobało mi się także to, że dziewczyna bardzo szybko chciała oddać się chłopakowi. Uznałam, że jest po prostu łatwa.

Książka nie wzbudziła we mnie pozytywnych emocji. Spodziewałam się bardziej rozwiniętej akcji, a tymczasem nie mogłam nawet liczyć na opis wyglądu bohaterów. Jeśli chcecie, to książka nadaje się na długie i ciągnące się jesienne wieczory. Zapewniam was, że przeczytacie go w jeden, ponieważ utwór nie jest obszerny.

„Świat w twoich oczach” dostaje ode mnie 3/10 gwiazdek!